Remont, remont i po remoncie
Być może długo wyczekiwany post.. Aż wstyd, że tak długo!
Ale bierzmy się do roboty!
Taki wstępik "przed"
Dla przypomnienia, remontowaliśmy tzw. duży pokój. Tapeta miała już swoje lata, co było już widać. A poza tym to, wiadomo. Wystrój wnętrz się po jakimś czasie się nudzi ;)
Jaka tapeta, każdy widzi ;)
W planie mieliśmy ją usunąć, a ściany pomalować na dwa kolory w podobnym odcieniu (taka subtelna różnica). Regału z ostatniego zdjęcia się pozbyliśmy. Półki zostały zdjęte i teraz czekają na lepsze czasy w pawlaczu ;) Rozkład mebli też się trochę zmienił. Ale rezultaty remontu w następnym poście!
Zrywanie tapety..
Tak jak to nasz kochany Internet podpowiada trzeba taką tapetę najpierw porządnie zmoczyć. To zajęcie, chcąc nie chcąc, musiałam wykonać sama. I udało się! ;)
Jeżeli chodzi o to, jakiego płynu użyć, czy wodę zmieszać z mydłem, czy płynem do mycia naczyń, to już opowiadam jak to było w moim przypadku.
Otóż tapetowi bogowie uśmiechnęli się do mnie i w zasadzie dużo pracy nie było. Do ciepłej wody wlałam "na oko" trochę płynu do mycia naczyń (aczkolwiek myślę, że sama woda też by wystarczyła), pomieszałam to wszystko w spryskiwaczu (takim zwykłym, po płynie do mycia szyb) i zaczęłam pryskać. Fakt, faktem, że trzeba dość mocno zmoczyć tapetę zanim będzie można ją bezpiecznie i na raz usunąć. Ale jeżeli porządnie spryskacie dany płat, dacie mu nasiąknąć wodą, to później powinien on bez problemu oderwać się od ściany.
Warto pamiętać o folii ochronnej na podłogę! Ja użyłam zwykłej folii malarskiej, którą zabezpieczyłam w kilku miejscach taśmą malarską.
Po namoczeniu zauważycie, że płat się marszczy. To oczywiście znaczy, że zaraz będzie można zrywać! A to dopiero frajda :)
Ściany, które były tapetowane trzeba niestety umyć przed kolejnymi pracami. Ale jak mus to mus ;)
W następnym poście: efekt końcowy (prawie ;))!

Komentarze
Prześlij komentarz